Dziś pobiłam sama siebie , bo udało mi się uszyć dwie poduszki .Szyłam zapamiętale z kilkoma przerwami na wstawienie i wystawienie prania , ugotowanie zupy i kawę …i przyprowadzenie córki z przedszkola (; Ssanie żołądka przypominało mi o upływającym szybko czasie …i o tym , że zapominałam o posiłkach (:
Pomimo zmęczenia zadowolona jestem z dzisiejszej pracy i z uszytych poduszek. Ostatnio tylko siebie chwale i chwale , jakby mało mi było jeszcze pochwał od was (((:
Poduszki oczywiście nie chciały pozować do zdjęcia i wyszło jak wyszło ….
Koteczek cały w miłym i przyjemnym sztruksie , który przywiozłam sobie z Belgii - niestety prawie cały przy tym wyszedł ):

I tyłeczek

I druga popołudniowa poduszka na której widok chce mi się kawy - pomimo późnej pory .

i tyłeczek

Tył łączony nie z braku materiału , jak przy poduszce z kotkiem , ale dlatego by poduszka nie była zbyt ponura w samym ciemnym brązie . I tu widać , że musze popracować jeszcze nad wszywaniem suwaków , bo raz jest gorzej , raz lepiej. Ten trochę z pośpiechu trochę nie tego wyszedł , ale tak , czy owak gładko mi to nie idzie .
Ot i tyle. Miałam ambitny plan jeszcze dzisiaj po wyszywać , ale chyba dam sobie spokój , bo moje oczy mówią mi “Dość ! “ Na następne szycie zapraszam w piątek …a może nawet jeszcze w czwartek (: